Do Corby, czyli miasteczka w środkowej części Anglii, udaliśmy się w grudniu z naszą córeczką. Wyjazd miał na celu odwiedzenie rodziny, dlatego intensywne zwiedzanie nie było priorytetem. Dodatkowo elementem niekorzystnym była pogoda – przez cały nasz pobyt wiał silny wiatr i padał deszcz. Niektóre części Anglii były zalane, a przewody trakcyjne pociągów były zerwane. Z tych względów głównie siedzieliśmy przy choince i kominku – co miało oczywiście swój urok.

Corby to poprzemysłowe miasteczko, które rozwinęło się dzięki hucie stali i napływającym tutaj Szkotom. Obecnie to raczej spokojne miasteczko, z jednolitą zabudową jednorodzinną. Większość domów jest zachowanych w cegle. Niski płotek, ogródek, podjazd to standardowe otoczenie każdego domku w Corby. Jako że byliśmy tutaj w okresie przedświątecznym, nieodłącznym elementem były również dekoracje świetlne całych domów. Co oczywiście tworzyło piękny klimat w miasteczku.



Corby nie jest typowo turystycznym miastem, więc w centrum jest jedynie kilka charakterystycznych obiektów:
- biblioteka w nowoczesnym przeszklonym budynku,
- stacja radiowa,
- basen razem z całym kompleksem sportowym,
- masa małych sklepików.


W pobliżu centrum mamy kilka parków, które nawet w zimowej porze były ładnie utrzymane. Najbardziej charakterystyczny był park centralny z jeziorem w środku.


Wspaniale spędziliśmy te kilka dni w Corby. Oczywiście nie jest to najpiękniejsze angielskie miasteczko, jednak mogliśmy zobaczyć tutaj taką “Anglię” na mniejszą skalę, bez tłumów, gonitwy – jaka jest np. w Londynie.


